niedziela, 15 lipca 2012

V. Podróż

     Obudziło mnie słońce, świecące w okno. No tak.. Głupi ja.. tak przyzwyczaiłem się do pochmurnej pogody, że zapomniałem zasunąć żaluzje. Ale skoro już wstałem, to nie ma sensu, próbować zasypiać. Podniosłem się i spojrzałem na zegarek. Było kwadrans po dziewiątej - rodziców już nie było. Jak zwykle, rozpocząłem poranną toaletę, a później pościeliłem łóżko i włączyłem muzykę. Taak.. tego będzie mi na pewno brakowało. Po chwili jednak dostałem sms'a. "Siema, wychodzisz na dwór?" od Adama. Faktycznie.. on nigdy nie przegapi takiej pogody. "Okej, spotkamy się pod metrem" odpowiedziałem. Wyłączyłem radio i zacząłem się ubierać. Nie minęło 10 minut, kiedy zamykałem dom, a po 15 byłem już w drodze, do naszego umówionego miejsca spotkań. Najbliższej stacji metra, położonej od mojego bloku około pięćset metrów. Kolega już na mnie czekał:
- Siema, Ty jak zwykle się spóźniasz!
- Siema.. no niestety, taka moja natura. Co tam porabiałeś? Ostatnio się nie odzywałeś.
- Aa wiesz.. byłem ze starymi na wsi u babci. Było nawet spoko. A Ty?
- Ja? Ja tylko siedzę przed kompem, hehe.
- No jasne. Dobra chyba nie będziemy tu tak stać. Do galerii ? - zaproponował.
- Hmm.. czemu nie, wiesz, że lubię biegać po sklepach. - odpowiedziałem z uśmiechem.
- Ooo nie, nie tym razem! Dzisiaj pójdziemy co najwyżej przejść się między witrynami. W samej księgarni potrafisz siedzieć godzinę. Jak tak dalej będziesz interesował się książkami to w gimnazjum zostaniesz kujonem. Wiesz, w podstawówce nie mamy takich trudnych rzeczy. Mój brat Tomek, też miał takie oceny jak Ty, ale teraz mu się bardzo pogorszyły. Tobie to chyba nie grozi, co? - zapytał i zaczął się śmiać.
- Wiesz.. - zacząłem niepewnie - Tego nie wiem.. nie wiem jaki poziom mają w Anglii..
- Jakiej Anglii? - Zapytał, zbity z tropu - o czym gadasz?
- No.. bo ja.. nie będę już chodził tutaj do szkoły..
- Jak to!?
- Nie stójmy tu, opowiem Ci w drodze - powiedziałem i ruszyłem w kierunku Galerii, która była piętnaście minut drogi od naszego punktu 'zbiórek'.
- Możesz coś w końcu powiedzieć?! - nalegał Adam.
- No bo widzisz.. mój tata z pracy otrzymał propozycję, że może wysłać swoje dziecko do Anglii, do szkoły. Zgodził się, bo twierdzi, że będę miał zapewnioną prace. A jeśli przyłożę się do nauki dostanę lepsze stanowisko. Oczywiście teraz uczyłbym się normalnych rzeczy, ale na poziomie liceum, byłbym wprowadzany w firmę. - kontynuowałem - Mieszkałbym tam cały rok, w jakimś internacie czy coś..
- I co ty się na to zgadasz?! - spytał zaskoczony - Nie masz nic do powiedzenia?
- To nie jest głupi pomysł, wiesz, że zawsze rajcowały mnie inne kraje i kultura - odpowiedziałem w sposób, który miał mówić mu, że rodzice nie zmuszali mnie do niczego.
- Rozumiem. Po prostu nie będę mógł pogodzić się z tym, że straciłem kumpla z ławki - powiedział zgaszonym tonem.
- Ojj przestań, przecież będę wracał na wakacje. Jeszcze pogadamy! Nie przejmuj się, chodź pójdziemy na shake'a. Ja stawiam! - zaproponowałem.
- Oo proszę! Pan hojny się znalazł! - Ale było widać, że poprawił mu się humor.
Resztę dnia spędziliśmy w szampańskich nastrojach. Obeszliśmy galerię i przy stacji metra, rozeszliśmy się.
     Wróciłem do domu około godziny osiemnastej. Rodzice byli już w domu.
- Cześć
- Cześć, gdzie byłeś?
- A w galerii z Adamem.
- Powiedziałeś, mu to na co się umawialiśmy?
- Niestety.
- No cóż, skoro chcesz tam jechać, nie masz innego wyboru. - Powiedziała mama.
- Wiem, nie żałuję, że tam będę.
- Jutro zostanie z tobą tata, a kiedy polecisz czy co tam zrobisz z tym całym Dumbledorem do Londynu, pojedzie do pracy. Tylko pamiętaj, gdyby coś ci nie pasowało, coś było nie tak, to masz uciekać! Zrozumiałeś?
- No jasne.. - powiedziałem i stłumiłem chichot. - A teraz pozwolisz, że pójdę do siebie i będę grał do woli?
- Tylko nie siedź za długo.
- No cóż. Przez cały rok nie będę miał komputera! Może chociaż teraz pozwolisz mi nagrać się do upadłego?
- No wiesz.. jesteś czarodziejem, może lepiej Ci pozwolę, bo mnie jeszcze zamienisz w żabę - zaczęła się nabijać.
- A skąd wiesz? Może potrafię.. hmm?
- Właściwie czemu by nie spróbować. Ale nie na mnie oczywiście! Tylko nie wiem czy tak można.. ten Dumbledore, nie mówił nic na ten temat.
- Ojj przestań mamo, psujesz całą zabawę!
Weszliśmy do salonu.
- Hmm.. co by tu zrobić.. Wiem! Spróbuję, żeby ten wazon przyleciał do mnie!
Dziwne, że na to wcześniej nie wpadłem.. skoro jestem czarodziejem, będę potrafił czarować również bez różdżki. Skupiłem całą uwagę na wazonie i wyciągnąłem prawą rękę, teatralnie przyciągając nią wazon do siebie. Nic jednak się nie stało. Mama znowu się zaśmiała.
- Spokojnie.. spróbuje jeszcze raz! - odpowiedziałem.
Znowu powtórzyłem te same czynności. Nagle wazon zaczął lekko drgać, a po ułamku sekundy, jakby od środka rozsadziło go i rozsypał się po cały pokoju na malutkie kawałeczki. Mama krzyknęła i zasłoniła się rękami.
- No pięknie! - powiedziała już innym tonem - A teraz tą całą magią, masz mi to posprzątać. I wyszła z pokoju.
Oj tam. Pomyślałem sobie. Warto było. Gdybym wiedział wcześniej, że coś takiego potrafię.. Na pewno spróbowałbym tego w szkole! I w pozamagiczny sposób posprzątałem odłamki wazonu, a później poszedłem do pokoju pograć na komputerze.
     - Nie! - powiedziałem
- Nie chcesz? - zapytał głos, szturchając mnie drugi raz.
- NIE! ODEJDŹ! - prawie krzyknąłem
- Na pewno? - ponownie zapytał głos - Nie wiem, ile ten staruszek ma czasu.
- Nie obchodzi mnie to! - odpowiedziałem
- Hmm.. no trudno.. to powiem panu Dumbledorowi, że nie interesuje cię już jego szkoła.
Szkoła, jaka szkoła?
Otworzyłem oczy i usłyszałem śmiech taty.
- Do której wczoraj siedziałeś przy komputerze, co? - zapytał
- Do 3 w nocy
- No to nic dziwnego, że nie chce ci się wstawać, ale wiesz jest już dziesiąta trzydzieści.
- Dziesią.. dziesiąta trzydzieści!? - wychrypiałem - zostało mi pół godziny!? Czemu mnie nie obudziłeś wcześniej?!
- Uwierz mi, że próbowałem.
Natychmiast się zerwałem i zacząłem szykować. Pół godziny! Tyle mam do przybycia Dumbledora.
To był chyba mój rekord. Punkt za pięć jedenasta siedziałem gotowy w salonie z plecakiem, w którym miałem siatkę z monetami.
O równej jedenastej, usłyszałem pukanie. Otworzyłem i zobaczyłem dyrektora Hogwartu w ciemnoniebieskiej szacie.
- Dzień dobry. Jesteś gotów?
- Dzień dobry. Tak, niech pan wejdzie - i gestem zaprosiłem go do środka.
- Witam Pana - przywitał się z moim tatą
- Tak.. Witam. Chciałem zapytać, w jaki, dokładnie sposób odbędzie się ta podróż.
- Jak wspominałem ostatnim razem, odbędzie się przez teleportację łączną. Jednak teleportacja nie działa na aż tak długie dystanse, dlatego będziemy musieli zrobić kilka przerw.
- To znaczy?
- To znaczy, że najpierw telepotujemy się do granicy między Polską, a Niemcami. Następnie do Francji, a z Francji do Londynu. Po zakupach wrócimy tak samo. Odprowadzę syna pod same drzwi.
- Łaaał, Francja! - powiedziałem z szeroko otwartymi oczami
Dumbledore się uśmiechnął.
- Hmm.. no dobrze. Skoro tak. - powiedział tata - Trzymaj się synu. Zobaczymy się wieczorem.
- Na razie tato.
- Chwyć się mojej ręki z łaski swojej - powiedział do mnie staruszek, a ja złapałem go za przedramię, lewej ręki. Wyciągnął różdżkę i powiedział do taty - Do widzenia.
Nagle poczułem jak coś wciąga mnie od środka. Zrobiło się ciemno i poczułem, jakby przeciskano mnie przez ciasną dziurę i nie było takiej możliwości, żebym się przez nią przecisnął. Trwało to sekundę i wszystko ustało. Staliśmy na jakimś polu. Było wietrznie i pochmurno. Strasznie kręciło mi się w głowie, ale po kilku minutach to ustało. Wtedy zapytałem:
- Gdzie jesteśmy?
- Hmm.. Miejscowość ta nazywa się jak przypuszczam - Świebodzin. Jak się czujesz?
- Okropnie..
- Przyzwyczaisz się. Powiedz jak będziesz gotów.
Odczekałem chwile, wziąłem parę głębszych oddechów i powiedziałem.
- Już - chwytając starca za ramię.
Kiedy tylko to zrobiłem od razu poczułem to samo co poprzednio. I tym razem staliśmy na jakimś polu, lecz było mniej wietrznie niż uprzednio. Dumbledore wyprzedzając moje pytanie powiedział:
- Jesteśmy w Onsdorf. Gotów?
Czułem się lepiej niż po wcześniejszej teleportacji więc odpowiedziałem od razu:
- Tak - i dotknąłem ręki dyrektora.
I tym razem staliśmy na polu, lecz było cieplej niż w Polsce i Niemczech.
- Jesteśmy w Calais i od Londynu dzieli nas niewiele. Więc jak?
- Lećmy - odpowiedziałem i chwyciłem go za ramię.
Reakcja była natychmiastowa. Po chwili staliśmy na zatłoczonej ulicy, na przeciw starego pubu.

niedziela, 1 lipca 2012

FanPage!

     Hej :) Doszedłem do wniosku, że czasami subskrypcja e-mail nie wystarcza. Niektórzy z Was odbierają pocztę raz na kilka dni, raz na tydzień, niektórzy wcale, ale prawie każdy ma Facebook, na który wchodzi co najmniej raz dziennie, dlatego stworzyłem FanPage, dzięki któremu nie przegapicie nowych rozdziałów.
Polubić możecie po prawej stronie, na górze:)
Enjoy!

sobota, 30 czerwca 2012

IV. Amnezja

     Kiedy czarodziej opuścił nasz dom, przeprowadziłem z rodzicami dość długą rozmowę. Rozmawialiśmy przeszło dwie i pół godziny. Oczywiście zgodzili się na mój pobyt w Hogwarcie. Po pokazie jaki zaprezentował im dyrektor, nie było mowy o dowcipie. Przedyskutowaliśmy również wszystko, co mogło być do omówienia, przed moim wyjazdem do nowej szkoły. Rodzice stwierdzili, że wersja gdzie zniknąłem, zaproponowana przez Dumbledora jest dość rozsądnym wyjściem z sytuacji. Powiedzieli mi również, że przed wyjazdem mam uporządkować wszystkie rzeczy w swoim pokoju i zastanowić się co będzie mi tam potrzebne. Ja już jednak wiedziałem, że z jakąkolwiek elektroniką mogę się pożegnać.. Naszą rozmowę skończyliśmy około dwunastej. Zmęczony z głową pełną myśli, poszedłem do pokoju i zacząłem szykować się do spania. Nie miałem ochoty nad niczym się zastanawiać. Musiałem pozwolić moim myślom spokojnie przez noc się poukładać, a dopiero rano zobaczę, co będzie dalej.
Na szczęście, nic mi się nie śniło. Nie otwierając oczu, wymacałem na stoliku telefon i otwierając powoli jedno oko sprawdziłem godzinę. Była już dziesiąta, a więc rodzice dawno poszli do pracy. Ociągając się, poczłapałem do łazienki i ogarnąłem lekko włosy, po czym pościeliłem łóżko i znowu się położyłem. Więc.. tak.. Hogwart istnieje, Dumbledore istnieje, magia istnieje. Kurcze.. czuję się nadal jakbym był we śnie. Normalnie gdyby ta akcja wydarzyłaby rok temu, z radości nie mógłbym spać, a teraz z szczęścia po prostu nie kontaktuje. Czy to możliwe, aby jakieś skryte marzenia się spełniły? To wydaje się nierealne. Mój mózg tego nie ogarnia. Powoli wstałem.. "Jestem czarodziejem.. będę w Hogwarcie" pomyślałem. Zaraz, zaraz.. "JESTEM CZARODZIEJEM, BĘDĘ W HOGWARCIE, POZNAŁEM DUMBLEDORA, BĘDĘ MIAŁ RÓŻDZKĘ, BĘDĘ SIĘ UCZYŁ ZAKLĘĆ, TO JEST NIESAMOWITE!" I zacząłem skakać! Nie mogłem się powstrzymać! MUSZĘ TO OGARNĄĆ ! MUSZĘ SIĘ PRZYGOTOWAĆ ! Będę najlepszym uczniem, obiecuje to sobie! Ale teraz.. tak.. porządki. Muszę uporządkować mój pokój. Jednak entuzjazm był o wiele większy, byłem zbyt szczęśliwy żeby sprzątać, ale musiałem więc zacząłem prawie skacząc wyciągać wszystko z szafek i szuflad. Posegregowałem rzeczy na: niepotrzebne, w ogóle niepotrzebne, te które mogą się przydać i przydatne. Z tych przydatnych został tylko zegarek. No cóż, za podróż do Hogwartu mogę zostawić MP4, telefon i komputer.. no cały ten pokój. Poukładałem głębiej w szufladach niepotrzebne rzeczy a na wierzchu te, które podczas mojej nieobecności mogą być potrzebne rodzicom. Całe sprzątanie zajęło mi ponad godzinę, ale aż nie mogłem uwierzyć, że w moim pokoju wreszcie nastał porządek. Teraz.. tak.. już wiem co chciałem zrobić. Muszę przygotować się do tego co mnie czeka, do nauki w Hogwarcie! Jak? To chyba proste.. oczywiste! Skoro jest Dumbledore to odpowiedź nasuwa się od razu. Harry Potter. Skierowałem się do gabinetu taty, gdzie były dwa regały książek, w tym ta najważniejsza w dzisiejszym dniu. Machinalnie sięgnąłem w kierunku gdzie zawsze leżała, ale jej nie było. No nie! Jak to?! Przeszukałem całe dwa regały, ale nie było nawet jednej części! To niemożliwe! Nikomu jej nie pożyczałem, a rodzice, prawdę mówiąc wiedzieli że mamy taką książkę w domu, ale nie mieli pojęcia o czym jest. Cieszę się z tego powodu, bo nie wiem jakby zareagowali gdyby dowiedzieli się, że w ich salonie siedział fikcyjny bohater. No nic, jak nie ma to nie ma.. Na moje nieszczęście pewnie rodzice komuś pożyczyli. No, ale od czego jest biblioteka? Ubrałem się i wyszedłem. Było dość chłodno, ale do pobliskiej, publicznej biblioteki nie miałem zbyt daleko. Już po około dziesięciu minutach przeszedłem przez wielkie szklane drzwi i między wysokimi rzędami półek skierowałem się do "informacji".
- Dzień dobry, chciałbym się dowiedzieć czy jest dostępna do wypożyczenia książka "Harry Potter"?
- Dzień dobry - odpowiedziała bibliotekarka - zaraz sprawdzę. - Po czym odwróciła się do komputera i zaczęła wstukiwać na klawiaturze tytuł.
- Kto jest autorem? - zapytała po chwili.
Nie mogłem ukryć, że to pytanie mnie zaskoczyło. No kto jak kto, ale bibliotekarka powinna znać autorów tak znanych książek. Cóż.. może jest nowa, nie widziałem jej wcześniej.
- Joanne Kathleen Rowling - odpowiedziałem, a pani znowu zastukała klawiaturą, a po chwili powiedziała:
- Przykro mi kochanie, ale w naszej bibliotece w ogóle nie ma takiej książki.
Ta odpowiedź zwaliła mnie z nóg. Jak to!? Przecież to bestseller! I nie ma go w jednej z największych bibliotek w mieście?
- A w której bibliotece w mieście mogę dostać tą książkę? - zależało mi na czasie, tułanie się metrem przez całe miasto nie miało dla mnie znaczenia. Zdobycie tej lektury było ważniejsze.
- Chwileczkę - poklikała, postukała i:
- W żadnej. Nie ma w ogóle tej książki. Czy to jakaś obcojęzyczna powieść?
- Nie. Jest też przetłumaczona na polski!
- W takim razie nie wiem jak mogę Ci pomóc.
- Nic nie szkodzi, dziękuję, do widzenia.
- Do widzenia.
Jeszcze chwile zbierałem szczękę z podłogi. Nie wierzę! Po prostu nie mogę uwierzyć, że taka książka z dnia na dzień znika z bibliotek z całego miasta! Podszedłem szybkim krokiem do najbliższego, wolnego komputera, podsunąłem pod czytnik moją kartę biblioteczną po czym komputer się uruchomił, a ja w wyszukiwarkę wstukałem "Harry Potter empik warszawa". Wyskoczyło kilkadziesiąt linków z empikami w Warszawie, ale nie było nawet wzmianki o Harrym Potterze. Wpisałem samo "Harry Potter".
Brak wyszukiwań dla frazy "Harry Potter".
Zszokowany otworzyłem usta i powoli zamknąłem wyszukiwarkę. To znaczy, że to kolejna część wielkiego planu? Pozbawiono mnie możliwości korzystania z jakichkolwiek wspomagaczy w nauce? Czyżby? No ale przecież pamiętam co działo się w tej książce, niektóre szczegóły pewnie zanikły przez rok, ale za bardzo ją kochałem żeby zapomnieć najważniejszych informacji! Są takie zaklęcia jak expelliarmus, avada kedavra, pamiętam ich naprawdę dużo.. no i Voldemort zginął przez Harrego, a później się odrodził, a Harry go ponownie.. właśnie.. pokonał go czy nie..? Cholera, przecież to było w 7 części.. No chyba zginął, była jakaś bitwa o Hogwart.. Jakaś!? Nie pamiętam! Jak mogę nie pamiętać!? Przecież Insygnia to moja ulubiona część! Wybiegłem z biblioteki i jak nigdy pobiegłem do domu. Kiedy wszedłem na górę, wbiegłem do mojego pokoju i porwałem z wyjątkowo posprzątanego biurka długopis, kartkę i zacząłem notować. Wiedziałem, że coś jest nie tak. Zapomniałem o najważniejszym szczególe, a jeśli mam zapomnieć więcej nie mogę na to pozwolić. Zapisałem wszystkie zaklęcia, które pamiętałem, kiedy zostawały użyte i o ich zastosowaniach. Eliksiry i parę składników, które zostały mi w pamięci, choć ich było dosłownie kilka do tego mnóstwo innych mniej i bardziej ważnych szczegółów, które przychodziły mi do głowy. Po pół godziny notowania stwierdziłem, że nie pamiętam niczego więcej co mogłoby mieć znaczenie. Co raz więcej konkretnych szczegółów zamazywało mi się w pamięci. Nadal nie mogłem sobie przypomnieć kto wygra bitwę o Hogwart. Nie było już dla mnie oczywiste, że będzie to dobra strona. Wciąż nie wiedziałem czy Harremu, Hermionie i Ronowi udało się zniszczyć wszystkie Horkruksy. Skupiłem się i próbowałem przypomnieć coś sobie, cokolwiek co może mieć znaczenie, ale po prostu nie mogłem. Z otępienia wyrwało mnie ciche pukanie w szybę. Spojrzałem w okno i na parapecie zobaczyłem małą sówkę. Do jej nóżki przywiązana była miniaturowa koperta. Szybko otworzyłem okno, żeby nikt nie zwrócił na to uwagi. Ptak wleciał i usiadł na biurku. Delikatnie rozwiązałem rzemyk, którym przywiązany był list, a sowa odleciała. Rozpieczętowałem kopertę i przeczytałem:
Szanowni Państwo!
Pojawię się w Państwa domu, pojutrze o godzinie 11 w południe,
aby zabrać Michała na ulicę pokątną.
Mam nadzieję, że mają się Państwo dobrze.
Z wyrazami szacunku
Albus Dumbledore

Treść listu ewidentnie wskazywała na to, że był on do moich rodziców, więc odniosłem go do salonu na stół. To już pojutrze! Pojutrze będę w Londynie! Super! Od razu poprawił mi się humor. W sumie, w książkach i tak nie było zbyt wiele dokładnych informacji, a kiedy kupię księgi będę mógł nauczyć się wszystkiego z nich.
Stwierdziłem, że muszę nacieszyć się komputerem przez ten ostatni tydzień.Poszperałem jeszcze trochę w internecie, ale nie znalazłem ani słówka na temat Harrego Pottera, wszystko zniknęło. Dochodziła już 17 kiedy usłyszałem szczęk zamka w drzwiach po czym do domu weszli rodzice. Tata zawsze odbierał mamę samochodem, bo kończyli mniej więcej o tej samej godzinie.
- Cześć
- Cześć, co tam porabiałeś?
- A w sumie nic ciekawego, posprzątałem pokój. - nie miałem zamiaru mówić o tym co się dzisiaj wydarzyło. Jeśli "Harry Potter" zniknął z całego świata to znaczy, że nie pożyczali mojej książki nikomu.
- I jak? Rozmieniłeś pieniądze? - zgodnie z poleceniem Dumbledora musiałem mieć monety, aby zamienić je na galeony. No właśnie! Galeony, tego nie zapisałem. Waluta czarodziejska!
- Taaak.. Pani w banku nie była zachwycona kiedy musiała mi zamienić okrągłe osiemset złoty na dwuzłotówki dlatego byliśmy z mamą w 5 bankach. - Po czym pokazał mi siatkę, pełną monet.
- Był list od dyrektora. Zostawiłem wam w salonie. Będzie pojutrze.
- O której?
- O jedenastej rano.
- Kurcze.. będę musiał zamienić się z kolegą żeby zdążyć do pracy.
- A musisz? Mogę sam zostać.
- Ewentualnie ja zostanę - zaproponowała mama.
- Noo.. zobaczymy jutro.
Reszta dnia spędziłem przy komputerze usuwając swoje konta na różnych portalach, bo przecież i tak mi nie będą potrzebne. A dość wcześnie bo o 22 położyłem się spać.

środa, 20 czerwca 2012

III. Zmiana szkoły.

     - Widzę, że mój mały pokaz zrobił na państwu wrażenie. Bardzo mnie to cieszy. Założę się, że jeśli państwa syn przyłoży się do nauki, za kilka lat bez problemu też będzie potrafił to zrobić.
Ani ja, ani rodzice nie odzywali się. Jednak myślami byłem gdzie indziej. Jedno mnie teraz zastanawiało. Co się w ogóle dzieje? Jakim cudem Dumbledore, mówi mi że dostałem się do Hogwartu! Jakim cudem Dumbledore w ogóle istnieje! Przecież Hogwart, Voldemort, Harry Potter to jedna wielka fikcja! Nie ma czegoś takiego, to po prostu książka! No cóż.. ale ten koleś przed chwilą podpalił mi szafę i za machnięciem różdżki ją zgasił, więc coś musi być na rzeczy. Skoro tak, to na pewno sen, ale przerywać go nie będę bo jest super. No, ale jeśli to nie sen? Coś mi mówi, że nie powinienem się wychylać ze swoimi domysłami, a nawet nie powinienem dzielić się nimi z moim gościem, a tym bardziej tym, że teoretycznie on nie istnieje.
- Niczego nie rozumiem, zamierza pan zabrać mojego syna? Może powiedzieć pan jaśniej? - przemówił w końcu tata.
- Oczywiście, że nie! Po prostu przyszedłem zaproponować taką możliwość. Ale coś mi się wydaję, że nie odmówią państwo. Taka okazja nie zdarza się każdemu mugolowi.
- Przepraszam, komu?
- Ohh.. no tak.. mugol to pozamagiczny człowiek.
- Ale to znaczy, że mój syn jest czarodziejem, tak?
- Owszem, a w mojej szkole, gdzie uczą się młodzi czarodzieje, będzie mógł rozwijać swoje umiejętności w bezpieczny sposób.
- Ahh tak.. rozumiem.. ee.. a gdzie ona się znajduje?
- Do szkoły tej wyjeżdża się z Londynu, pociągiem, ale nie mogę państwu określić dokładnego jej położenia. To po prostu niemożliwe.
- Londynu!? Oszalał pan?! Przecież bilet do Londynu jest dość drogi! A on ma tam codziennie dojeżdżać?!
- Ależ skąd! Pana syn będzie spędzał tam cały rok, z wyjątkiem świąt Bożego Narodzenia i ferii Wielkanocnych. Chociaż jeśli będzie chciał, będzie mógł i na ten czas tam zostać. A koszt podróży do Londynu, powiedzmy że... no... biorę na siebie.
- No dobrze.. a gdzie mam kupić mu te książki? I te listy z rzeczy?
- Proponuję, żeby wybrał się on ze mną na ulicę pokątną, kilka dni przed rozpoczęciem roku szkolnego. Jest to ulica w Londynie, na której można kupić takie rzeczy. Jednak będzie on musiał zabrać ze sobą monety, ponieważ w świecie czarodziejów mamy inną walutę, a żeby zamienić mugolskie pieniądze na czarodziejskie potrzebne są monety. Gobliny w czarodziejskim banku.. tak mamy swój bank - dodał, widząc zdziwienie taty - nie przyjmują papieru.
Nagle znowu zaświtało mi coś w głowie.
- A język? Jak mówi pan po polsku?
- Rzuciłem na siebie zaklęcie języków. Dzięki temu mogę mówić po angielsku w wy i tak słyszycie mnie we własnym. Kiedy wybierzesz się ze mną do Londynu, na Ciebie również rzucę taki czar. Będziesz mógł swobodnie rozmawiać, a nawet czytać ponieważ wszystko w twojej głowie automatycznie będzie się tłumaczyło.
No, no, no. Tego nawet nie było w książce.
- A jak dostanę się z panem do Londynu?
- Przez teleportację łączną.
Extra!
Jednak moja mama nie zrozumiała, co mężczyzna ma na myśli:
- A co to takiego?
- Teleportacja łączna polega na tym, że ja się teleportuję, a państwa syn, wystarczy że będzie mnie trzymał, a deportuje się razem ze mną, nie musi używać żadnych czarów ze swojej strony.
- Zaraz, zaraz.. a co mam zrobić z jego teraźniejszą szkołą? - zapytał tata.
- Ohh, to bardzo proste. Niech pan powie prawdę. Pana syn wyjechał do Londynu na.. hmm.. kurs do innej szkoły. Mieszka tam cały rok w internacie, ale wraca na wakacje. I niestety nie będzie już uczęszczał do tej. Bliskim i znajomym niech powie pan to samo. Niestety na mnie już czas.
- Chwileczkę, ja mam jeszcze jedno pytanie. - powiedziałem - Czy oprócz mnie jest jeszcze jakiś uczeń, który będzie chodził do Hogwartu, a nie jest z Anglii? Czy w Polsce nie ma szkoły magii?
- Nie ma nikogo oprócz ciebie, a czy takowa szkoła jest czy jej nie ma, nie mogę Ci powiedzieć. Po prostu nie wiem. Wiele szkół ukrywa swoje istnienie i lokalizację przed innymi. Jednak Ty byłeś na naszej liście, dlatego tu jestem. A teraz przepraszam, ale bardzo się śpieszę. Dostaną państwo niedługo sowę z datą kiedy przybędę po syna. Do widzenia!
I z szelestem zniknął.

Kilka słów

     Cześć :) Chciałem tylko powiedzieć, że wczoraj wieczorem poświęciłem chwilkę i stworzyłem 'Scan' Dzięki któremu możecie czytać mojego bloga na smartfonie czy ipadzie. Dodałem również możliwość podzielenia się tym blogiem na Facebooku i Twitterze. W najbliższym czasie rozdziały na pewno będą pojawiały się częściej, ponieważ wreszcie zacząłem wakacje i zakończyłem szkołę , która ostatnio zabierała mi sporo czasu. To Tyle ;)
Enjoy, xo !

sobota, 16 czerwca 2012

II. Niespodziewany gość

     Następnego dnia, kiedy opowiedziałem o całym wydarzeniu rodzicom, zdawali się być tak samo zaskoczeni co ja, jednak zapierali się, że nie mieli z tym nic wspólnego. No trudno, może kiedyś się tego dowiem. Kolejny dzień zmarnowałem tak jak poprzedni, ale na swoje usprawiedliwienie miałem to, że na dworze strasznie lało, więc nawet jakbym chciał to nie byłoby sensu nigdzie wychodzić. W poniedziałek było tak samo, choć po południu pogoda zaczęła się poprawiać. Przez chwilę przeszło mi przez myśl, czy aby na pewno nikt nie przyjdzie, po to by kontynuować ten genialny dowcip, ale stwierdziłem, że nawet jeśli, to i tak rodzice by go pogonili (chyba, że jednak maczali w tym palce). Odpędziłem te myśli i wziąłem się za kontynuowanie gry, ponieważ przez moje zamyślenie mój sim prawie by spłonął.
    Po jakiejś godzinie, usłyszałem dzwonek do drzwi. Czyżby to aktor? Jednak będzie kolejna część żartu? Zastopowałem grę i poszedłem otworzyć. Moim oczom ukazał się niesamowity widok.. Sowa to było coś, ale to było chyba o wiele, wiele lepsze. Na mojej klatce schodowej stał dyrektor Hogwartu! No nieźle - pomyślałem, teraz dopiero się będzie działo jak tata zobaczy tą całą maskaradę, ale trzeba przyznać, że charakteryzacja była naprawdę genialna, był taki sam jak w filmie. Z resztą nie miałem teraz najmniejszej wątpliwości, że to jakieś jaja. Dumbledore nie żyje. Właśnie zdałem sobie sprawę z własnej głupoty. Jak w ogóle mogłem myśleć o tym, że to może być prawda? Po chwili skapowałem się, że stoję z otwartymi ustami i gapię się na mojego gościa, który przemówił:
- Witam, nazywam się Albus Dumbledore, miałem pojawić się dzisiaj, aby przedstawić twoim opiekunom, co oznacza ten list, mogę wejść? - głos miał identyczny jak dubbing z "Pottera".
Co ja robię? Chyba oszalałem, wpuszczam obcego faceta do domu, ale trzeba wyjaśnić tą sprawę. Momentalnie pojawił się przy mnie tata.
- Witam, to pan jest tym, który tworzy to całe przedstawienie? Czy jest pan tylko aktorem? Proszę pana, aby nie kontynuował pan tej zabawy. Nie mamy na to czasu.
- Witam, jestem Albus Dumbledore, a pański syn otrzymał miejsce w szkole, gdzie jestem dyrektorem. Nie jest to zwyczajna szkoła, to szkoła magii, a pana syn, jest na liście uczniów od urodzenia.
Tata przewrócił oczami, a mi do głowy wpadł pewien pomysł, który po prostu zgasi aktora, nie będzie wiedział co zrobić.
- Skoro jest Pan... yhym.. czarodziejem. To ma pan pewnie... różdzkę, więc może pokaże nam pan jakieś... no nie wiem... czary?
- Ależ oczywiście, oczywiście - odpowiedział "Dumbledore"
Nagle z jego rękawa wysunęła się różdżka. Wyglądała imponująco.. realistycznie, czarna różdżka Dumbledora, lecz ze zdziwienia wyrwało mnie co innego i z resztą nie tylko mnie. Z niezwykłą zwinnością "starzec" machnął nią i w płomieniach stanęła komoda i szafa. Nikt teraz nie zastanawiał się, w jaki sposób to się stało. Tata od razu rzucił się w stronę kuchni po gaśnicę, lecz w połowie momentalnie się zatrzymał, bo szafa powróciła do normalnego stanu, bez ani jednego śladu po chwilowym pożarze. Poddał się, zaniemówił i gestem zaprosił Dumbledora do salonu. Ten z kolei z lekkim uśmiechem kiwnął głową i minął mamę, która od początku oglądała tą sytuację, ale zaniemówiła chyba tak samo jak tata. Dyrektor usiadł w fotelu i poczekał, aż wszyscy troje sami zajmiemy miejsca.

poniedziałek, 11 czerwca 2012

I. Kiedy bajka staje się rzeczywistością

     Mija kolejny nudny dzień wakacji. Słońce dawno zaszło i zapaliły się uliczne latarnie, a dzieci z podwórka przestały hałasować i wróciły do domów. Jak można tak zmarnować wolne dni? W sumie nie zrobiłem nic ciekawego oprócz tego, że wybudowałem dwa luksusowe domy w simsach. No cóż, jak wrócą rodzice to na pewno od razu przywrócą mnie do porządku, jeśli zobaczą, że jeszcze nie śpię. W każdym bądź razie sam nie wiem czemu jeszcze nie jestem w łóżku, oczy same mi się zamykają. Wystarczy na dzisiaj, dokończę jutro.
PUK PUK - PUK PUK.
O Boże! Co to było!? O mało co nie dostałem zawału! Rozejrzałem się powoli po zagraconym pokoju, ale nic nie przykuło mojej uwagi. Na szczęście, oczywiście. Nienawidzę robali, ani myszy, a o szczurach nawet nie wspomnę.
PUK PUK - PUK PUK.
Okeeej.. to chyba z zewnątrz.. Wstałem i delikatnie jednym palcem odsłoniłem żaluzje i aż zaparło mi dech.
Zdarzało się, że na oknie siadały gołębie i w ogóle, ale tym razem to była SOWA! Najprawdziwsza sowa!
Oczywiście widziałem wiele razy sowy na obrazkach, ale w życiu nie pomyślałbym, że wygląda tak imponująco. Była wielka i pięknie upierzona. Po chwili jednak dotarło do mnie: co na parapecie mojego okna robi sowa!? Przecież na pewno te ptaki nie mają takich zwyczajów! Stuknąłem pare razy w szybę, ale ptaka nie zraziło to jednak tylko wydał z siebie zduszone przez szybę "UHUUU" i zwrócił swoje bursztynowe oczy na mnie. W dziobie miał list, a przynajmniej na list to wyglądało. Wcześniej przez mrok go nie zauważyłem. Przyjrzałem się.. coś było na nim napisane.. zaraz, zaraz.. to wydaje się śmiesznie chore..
Pan Michał Kowalski
ul. Zdrojecka 15/26
Warszawa, POLSKA

Nie no.. to są chyba jakieś jaja.. co to ma być!? List w dziobie sowy!? Zaadresowany do mnie! Nie wiem jak ktoś to zrobił, ale musiał się chyba naprawdę pomęczyć.. No cóż.. udało mu się.. efekt imponujący, rodem z "Harrego Pottera". Dobra kto to zrobił, o tym później, bo na razie wyglądało na to, że ta sowa nie ma ochoty odejść. Może jednak ją wpuszczę? Zamknę w dużym kartonie, a rano zadzwoni się do zoo i ją odwiezie. Sowa zaczęła dreptać w miejscu stukając o parapet. Chyba tracę zmysły - pomyślałem i otworzyłem okno. Ptak wleciał natychmiast i nie przejmując się mną usiadł na biurku. Podszedłem powoli, zastanawiając się czy może być niebezpieczny. Zaryzykowałem i wyjąłem z jego dzioba kopertę, a sowa znowu wydała z siebie "UHUUU" i wyleciała przez otwarte okno. Z szeroko otwartymi oczami, oniemiały zamknąłem je i usiadłem.
Powoli spojrzałem na kopertę, odwróciłem ją i moim oczom ukazała się pieczęć Hogwartu. Zatkało mnie. Teraz to na pewno są jakieś jaja.. ktoś wytresował sowę, żeby dostarczyła danej osobie list i to 'niby' z czarodziejskiego świata, a tym razem na dole, pod blokiem ma pewnie niezły ubaw. No cóż.. Rozpieczętowałem kopertę i wyjąłem pergamin, na którym ładnym pismem napisano, że przyjęto mnie do szkoły magii i czarodziejstwa. Świetnie! I co jeszcze? Może do tego bilet na peron 9 i 3/4 w Londynie? Nagle jak na zawołanie z koperty wysypał się taki bilet i lista książek, które niby na pierwszy rok miałem zakupić na ulicy pokątnej. Hahaha! No teraz to już mam cały komplet.. do tego lista rzeczy, które musi mieć uczeń klasy pierwszej.. świetnie.. szkoda, że nikt mnie nie poinformował, że będę zapisywany do jakiegoś Hogwartu.. Najciekawszy był jednak dopisek pod listem "Za 2 dni do Pańskiego domu przybędzie dyrektor szkoły w celu zapoznania z zaistniałą sytuacją, Pańskich opiekunów" Hohoho.. czyżby zamierzali wynająć jakiegoś aktora przebranego za Dumbledora? Wprawdzie nie wiem kogo obsadzili w tej roli, ale list został podpisany przez zastępce szkoły Minerwę McGonagall, więc przypuszczałem, że pewnie będzie to słynny Albus. No cóż.. żart świetny, nie ma co, naprawdę ten kto to zrobił musiał mieć pomyślunek, ale chyba nie wpadł na taki szczegół, że Hogwart znajduje się gdzieś w Anglii więc wątpię że nawet jeśliby istniał (Hahaha, zaczynam fiksować) to list byłby po angielsku. No dobra, fajnie fajnie, ale zaraz przyjadą rodzice, a ja nie w łóżku. Jutro opowiem im o tym genialnym żarciku, kto wie może maczali w tym palce? Zobaczy się. Szybko się położyłem i tak samo szybko zasnąłem.

piątek, 8 czerwca 2012

Kilka słów wstępu :)

     Jak już wspomniałem w paru miejscach ( przepraszam, że zrobię to jeszcze raz ) będzie to blog o pobycie w Hogwarcie - szkole magii i czarodziejstwa. Namieszam tam troszkę.. ojj namieszam.. Czemu? Przekonacie się po przeczytaniu paru pierwszych rozdziałów mojej historii. Masz niedosyt jeśli chodzi o Pottera? Po czytaniu mojego bloga zaspokoisz go chociaż w połowie :) Warto dowiedzieć się, jakby potoczyła się ta legendarna opowieść, gdyby pojawiła się w niej postać, która wcale nie powinna się tam znajdować..